Rzucić wszystko i wyjechać w góry

Podczas urlopu spędzanego na Gran Canarii, jeden dzień postanowiliśmy przeznaczyć na wyprawę w góry. Podjechaliśmy samochodem w miejsce, które było dogodne do rozpoczęcia marszu i ruszyliśmy. Był to styczeń 2017 roku. Wycieczka była bardzo udana. Przepiękne widoki, pogoda również dopisała… zakochałem się w tym miejscu. Ale nie o tym…

Sednem sprawy jest to co spotkało nas po drodze. Po dłuższym czasie, podążania ku górze, napotkaliśmy coś bardzo ciekawego. Przy drodze stał stolik turystyczny, na którym leżały świeże owoce (pomarańcze, banany, mandarynki), a także butelki z wodą. Obok stolika była mała turystyczna lodówka, w której były kolejne butelki wody. Tutaj, oczywiście, cudownie zmrożone. Na stoliku był także słoik, do którego wrzucało się jakąś sumkę. Każdy sam wyceniał korzyści, jakie z owego miejsca wyniósł. Nie obyło się też bez szyldu przytwierdzonego do stolika. Widniał na nim napis „Bar automat” 🙂 Wzięliśmy pomarańczę (sztuk jedna) oraz napiliśmy się zmrożonej wody, wrzuciliśmy do słoiczka, z tego co pamiętam, 3 euro i ruszyliśmy dalej.

Nieopodal „baru” był mały domek. Wokół pasła się niezliczona ilość kóz i owiec. Przypomnieliśmy sobie wtedy, że kilka chwil wcześniej, nieco niżej, mijał nas zjeżdżający gazik. To musiał być właściciel tego przybytku. Przejeżdżając koło nas, z wymalowanym na twarzy szczerym uśmiechem, pozdrowił nas machając wesoło i zniknął w oddali.

Pod koniec wędrówki dowiedzieliśmy się, od dwóch angielskich filmowców mijanych na szlaku, że ten wesoły, długowłosy człowiek z terenówki to Czech, który rzucił wszystko i osiedlił się w kanaryjskich górach. Pamiętam jaką to wtedy wzbudziło we mnie zazdrość. Że tak można… że można zmienić swoje życie. Wtedy jeszcze nie planowałem operacji „na Kanary”… wtedy po prostu go podziwiałem i zazdrościłem mu szczerze. Po prostu zostawił swoje życie… nie wiem jakie ono było. Czy był bogaty i wszystko sprzedał by się tu przenieść, czy może ciężko mu było w Czechach i postanowił spróbować szczęścia gdzie indziej? Tego nie wiem… ale wiem, że odważył się na zmianę. Przyjechał na Gran Canarię, osiedlił się w małym domku gdzieś w górach… ma stado owiec i kóz. Ma też swoje owoce, którymi częstuje turystów w swoim automatycznym barze. Wiedzie skromne, ale na pewno szczęśliwe iście sielankowe życie.

Trzeba po prostu się odważyć. Ludzie boją się zmian. Ale jak tu bez zmiany dokonać zmiany? Chyba jednak się nie da 🙂 Trzeba więc czasem zaryzykować i poszukać szczęścia mimo, że na początku pomysł może wydawać się szalony. Zdecydowanie mógłbym żyć tak jak on. Nie potrzebuję luksusów… no żeby tylko internet był 😛

1 Comment

  1. Tak, trzeba podjac decyzje…..ostatnio mysle o opuszczeniu duzego miasta i osiedleniu sie na wsi i zeby
    sasiedzi bylo przynajmniej 1 km dalej 🙂 Proste zycie byloby dla mnie odpowiednie bo jestem czlowiekiem
    raczej malowymagajacym, male rzeczy mnie ciesza no i kocham nature, zwierzeta. Duze miasto tu czy gdzie indziej
    juz mnie zmeczylo…. tylko asfalt i beton, kurz i brud, spaliny, halas, smog itd. Trzeba bedzie pomyslec 🙂
    Dobry temat !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *