Rozwój zawodowy kluczem do sukcesu

Programowaniem zajmuję się już naście lat. Prawdę mówiąc to nigdy nie robiłem nic innego. Od początku mojej drogi zawodowej tworzę różne „cuda” na komputerze. Zacząłem od pracy w biurze podróży, gdzie zajmowałem się przenoszeniem oferty na stronę internetową oraz czuwaniem żeby wszystko działało jak należy. Tam to jeszcze może nie do końca można było nazwać programowaniem, bo działałem raczej w CMS, w którym to dorzucałem trochę HTML i CSS, a także podrasowywałem rzeczywistość w Photoshopie by nikt nie mógł oprzeć się urzekającym zdjęciom pięknych pejzaży oraz hoteli 🙂

Pierwsza styczność z programowaniem była jednak znacznie wcześniej. Już w drugiej klasie szkoły podstawowej dostałem na komunie swój pierwszy komputer. Był to wypasiony, jak na tamte czasy, Commodore 64. Przez pierwsze miesiące ciężko było oderwać mnie od gier. Z czasem zacząłem coś kombinować… jak to ja 🙂 Pamiętam, że rodzice kupowali mi różne gazety komputerowe (Bajtek, C&A, itp.). Często były tam listingi programów, które wystarczyło przepisać i już można było poczuć się jak programista, który stworzył np. mały kalkulator. Tak zaczęła się moja przygoda z programowaniem. Językiem programowania, którego wtedy używałem był Basic. Przepisywałem programy z gazet, a później przerabiałem je po swojemu. Później tworzyłem swoje skrypty, które np. pozwalały mi na wprowadzenie wyników Ligi Mistrzów i budowanie tabeli. Takie niby nic, a jednak dawało satysfakcję rozwoju. Później, już w szkole średniej, poznałem Turbo Pascala. Nieskromnie powiem, że byłem gwiazdą informatyki:) Wtedy właśnie dostałem, na koniec roku, swoją jedyną, w historii mojej edukacji,  nagrodę za osiągnięcia naukowe. Była to nagroda za „Wybitne osiągnięcia w dziedzinie programowania” i była to książka, o… malarstwie:) Za co spotkał mnie taki zaszczyt? Napisałem dwie gry, w które na przerwach grali uczniowie innych klas.

Przygoda z moim obecnym językiem, którym jest PHP, zaczęła się właśnie podczas, wspomnianej już wcześniej, pracy w biurze podróży. Do pracy dojeżdżałem pociągiem, co zajmowało mi około godziny, i w nim właśnie nauczyłem się PHP. Tak… nauczyłem się go teoretycznie z książki. W pociągu czytałem, a później w domu testowałem to czego nauczyłem się po drodze. Oczywiście najlepiej uczyć się na żywym organizmie, więc musiałem stworzyć jakąś stronę. Padło na stronę drużyny, w której grałem. Była to drużyna Otwockiej Ligi Szóstek Piłkarskich. Może nie graliśmy za spektakularnie, ale za to mieliśmy najbardziej zawodową stronę internetową:)

Wtedy programowanie sprawiało mi mega frajdę. Robiłem to z pasją i spędzałem nad tym wiele godzin dziennie. Wtedy to było po prostu fajne. Z czasem niestety przyszło wypalenie i znurzenie. W pracy cały czas PHP, więc w domu nie było już zapału do ruszania skryptów. Nie było motywacji do szukania czegoś nowego, do budowania czegoś dla siebie i poznawania przy tym nowych niuansów. Taka stagnacja trwała dość długo, ale na szczęście ostatnio to się zmienia. Znowu czuję to co kiedyś. Nie wiem czy to przez zmiany w życiu jakie nastąpiły czy to ze względu na powzięty plan, by zmienić swoje życie i uciec „naKanary”. Przypuszczam, że po trosze jedno i drugie. 

Ruszyłem z niniejszym blogiem, mam też kilka innych projektów osobistych, które próbuje rozruszać. Staram się także poszerzać wiedzę z zakresu PHP, który to jest moim podstawowym narzędziem pracy. Planuję też spróbować poszerzyć wachlarz języków o Javę i może spróbować sił w aplikacjach mobilnych. Mam nadzieję, że moja zajawka nie jest tylko chwilowa i zaowocuje ona jakimiś nowymi zleceniami. Może już w nowych technologiach… kto wie:) Może też moje projekty wypalą i dadzą kupę satysfakcji i może jakieś materialne benefity. Niebawem zdradzę pewnie jakieś szczegóły… może jak już coś fajnie zacznie się klarować. Tymczasem uciekam spać, bo na to też czas musi się znaleźć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *